Jak podróżować z dzieckiem?

Z radością :)

Jonasz miał 3 miesiące gdy rozpoczęliśmy z nim podróże po Polsce.

Gdy miał 7,5 miesiąca zabraliśmy go do Namibii...

Wydawać by się mogło, że podróż z niemowlakiem do Afryki to potężne wyzwanie. Bo podróż długa, flora bakteryjna nie wiadomo jaka, a mentalność ludzi inna. Wiele osób dziwiło się naszym planom, kilka zdecydowanie odradzało wyjazd, zarzucając nieodpowiedzialność. Tylko znajomi podróżnicy gratulowali, mówiąc, że to świetny pomysł.

My tymczasem wiedzieliśmy, że wyjazd z dzieckiem będzie inny niż nasze poprzednie wyprawy, wcale nie gorszy, a w jakiś sposób bogatszy, choć mający pewne ograniczenia. Nie zabralibyśmy dziecka do kraju, w którym trwa konflikt zbrojny bądź jest duże zagrożenie malarią, dlatego nasz wybór padł na Namibię – kraj, w którym byliśmy już wcześniej i wiedzieliśmy jak jest przyjazny i bezpieczny. Na pewno więcej niż zwykle czasu zajęło nam pakowanie. Musieliśmy zdecydować co dla Jonasza zabieramy, co kupimy na miejscu, a co jest zupełnie zbędne. Oba plecaki były zapakowane po brzegi, wcześniej nigdy się to nie zdarzyło. Dłużej studiowaliśmy mapę i szukaliśmy lotu w nocy, by był jak najmniej uciążliwy. Na wszelki wypadek znaleźliśmy kontakt do miejscowego pediatry. Okazało się zresztą, że to Polka, mieszkająca tam od kilkunastu lat.

Aż w końcu włożyliśmy Jonasza w nosidło ergonomiczne, zabraliśmy plecaki i namiot i wyruszyliśmy. Od razu okazało się, że małe dziecko otwiera wiele drzwi, a przede wszystkim serc. Zyskiwaliśmy przede wszystkim życzliwość – było jasne, że jeśli zabraliśmy w podróż nasze dziecko to znaczy, że ufamy mieszkańcom tego kraju i jesteśmy przyjaźnie nastawieni. W Windhoek, stolicy Namibii, na ulicy kobiety uśmiechały się do nas i machały z daleka widząc, że Jonasza w nosidle trzyma tata. Kilka nawet mówiło nam, że to świetny przykład dla ich mężczyzn, bo u nich małymi dziećmi zajmują się tylko kobiety.

Ograniczając ilość bagażu postanowiliśmy nie zabierać zabawek – i to była słuszna decyzja. Wielkie zainteresowanie malucha budziła furkocząca na wietrze mapa, pstrykający długopis czy latarka-czołówka. Kreatywność podpowiadała, że patykiem można rysować po piasku, a dwa kamyki uderzane o siebie wydają ciekawy odgłos.

Jak Jonasz zniósł pięciotygodniową wyprawę przez całą Namibię? Czynił postępy każdego dnia! Motorycznie pewnie podobnie rozwijałby się w domu, jesteśmy natomiast przekonani, że emocjonalnie w trakcie podróży rozwijał się szybciej. Chłonął wszystko całym sobą, bo otaczający go świat zmieniał się z godziny na godzinę, a w dodatku przez cały czas miał do dyspozycji oboje rodziców, dbających o jego dobre samopoczucie, wygodę, pory jedzenia i spania. Nawet o tym nie wiedząc, kształtował swoją wrażliwość i otwierał się na świat. Pierwsza czarnoskóra osoba wzbudziła lęk, kilka kolejnych – ciekawość. A później kolor skóry nie miał już znaczenia. Czy to nie piękne jak różnorodność uczy tolerancji? Na zarzuty, że przecież i tak nic z tego wyjazdu nie będzie pamiętał, odpowiadamy, że owszem, nie będzie pamiętał, że widział słonia, głaskał geparda czy kłócił się z fokami, ale dobre emocje, które otrzymywał każdego dnia, zostaną z nim na zawsze.

A my? Przekonaliśmy się, że podróżowanie z dzieckiem jest łatwiejsze i przyjemniejsze niż bez niego. Dlatego szybko pojawił się pomysł na kolejną rodzinną wyprawę – tym razem na Tasmanię…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz