2008 Tanzania

Zderzenie z Afryką


Arusha, 11.06.2008


Wylądowaliśmy w hmm... mało ciekawym mieście Arusha, skąd jutro wyruszamy do Serengeti, Ngorongoro  i innych atrakcji.
Po przylocie od razu w Dar Es Salaam poczuliśmy klimat naszej ukochanej Afryki, bo na lotnisku kłębił się wściekły tłum oczekujących na wizy. Duszno parno  i koszmarnie :)) Nagle zaczął do tych ludzi (nas też oczywiście) podchodzić uśmiechnięty pan i zabierał paszporty, formularze wizowe i po 50 dolarów. Później zniknął :)) Ale po dłuższej chwili w okienkach zaczęły pojawiać się panie urzędniczki pokazując
paszport  otwarty na stronie ze zdjeciem i trzeba było się zorientować, że to akurat o twój paszport chodzi.
Łukasz bez problemu wziął paszport swój i mój. Dobrze, że on a nie ktoś obcy :))
W Dar Es Salaam nocleg ok, samo miasto za to dość brzydkie. Przy kolacji towarzyszyło nam rzewne wzywanie muezina, który zresztą obudził nas o 5 rano. Pelno tam meczetów, ale jest też katedra i kilka kosciołów anglikańskich. I wszyscy żyja sobie w zgodzie.
Od jutro to co lubimy najbardziej - zwierzaki, zwierzaki i jeszcze raz zwierzaki!!!
Zbrataliśmy się z para Niemcow, jutro na campingu będziemy razem mecze oglądać.
Polska gola!!!!!! :)))

Zwierzaki!


Mwanza, 17.06.2008




Jambo! (jak mawiają Tanzańczycy - co oznacza "dzień dobry" :))

Wraz z naszymi Niemcami zakończyliśmy 5-dniowe safari. Lake Manyara National Park, Serengeti i Ngorongoro. Początek nie był zbyt ciekawy - wyboista droga cała w piachu, po godzinie jazdy  wszystko było pokryte czerwonym pyłem, a płuca aż piekły. Ale potem przygoda się zaczęła, więc zmęczenie szybko nam przeszło :) Podczas tych pięciu dni widzieliśmy antylopy, gazele, guźce, słonie, żyrafy, zebry, mangusty i stada pawianów z rozkosznymi małymi. Było tez sporo flamingów, brzeg jeziora Manyara wyglądał jak falująca różowa piana. Widzieliśmy walki samców antylop gnu (oczywiście o kobiety ;)) Trafiliśmy też na kilka bajor z hipopotamami. No i to fajna pora roku na Afrykę, bo mnóstwo młodych wałęsa się po sawannach :)

Każdy dzień miał dla nas jakąś niezwykłą atrakcję:

dzień 1 - po kilku godzinach jazdy po parku zauważyliśmy antylopę. Na drzewie. Martwa. Po kilkudziesięciu metrach z dużej odległości, ale całkiem wyraźnie zobaczyliśmy... lamparta! Wielkie cętkowane kocisko leżalo na gałęzi i zbierało siły po niedawnym polowaniu. Nasz przewodnik powiedział, że mamy szczęście, bo w całym parku jest ich tylko kilka. Potężne łapy i gruby ogon pozwalają się domyslić jak silne jest to zwierzę...

dzień 2 - po kilku kilometrach od wjazdu do Serengeti trafiliśmy na stado 11 lwów wylegujących się w trawie. Z zachwytu oniemieliśmy, zwłaszcza że podjechaliśmy do nich na odległość dwóch metrów, czyli tuż tuż. Wówczas nie wiedzieliśmy, ze w Serengeti jest tyle lwów, ze jeszcze zdążą nam się znudzić ;)

dzień 3 - poranna przejażdżka po sawannie, cętkowane zwinne ciało pod drzewem. Gepardy! Ponad godzinę siedzieliśmy na dachu auta obserwując ich zachowanie. Wieczorem wróciliśmy w to samo miejsce i mogliśmy oglądać ich zabawę, wzajemne mycie i bardzo kocie nawoływanie

dzień 4 - dzień hieny. Widzieliśmy sporo tych zwierzaków o niebywale obrzydliwej fizjonomii :)

dzień 5 - krater Ngorongoro, który urzekł nas swym pięknem, mimo tego iż żeby do niego zjechać musieliśmy spędzic noc na kampingu w górach go otaczających przy pogodzie typowo szkockiej - zimno, mokro i wietrznie. Ale trafiło nam się coś czego absolutnie się nie spodziewaliśmy. Już powoli wracając przy drodze zobaczyliśmy dwa... serwale. Wspaniałe koty, trochę większe od domowych, o bardzo ciekawym umaszczeniu. Jest ich już coraz mniej na świecie, więc radość nasza była ogromna!

W Ngorongoro przez nasz kamping przemaszerował słoń. Z wielka gracja omijał wszystkie namioty.

Oprócz tego wraz z Niemcami w jakimś barze w zapadłej wsi oglądaliśmy najpierw ich mecz z Chorwacja a później nasz z Austria. Klimat nieziemski - kilkudziesięciu Tanzańczykow podnieca się Euro :)  No i najpierw załamani Niemcy, a później nasza rozpacz po tym karnym w 93. minucie. I nasi czarnoskórzy współtowarzysze z baru mówiący "Nie tak miało byc... Ale nie martwcie się, następnym razem będzie lepiej!" :)) Już wiemy, ze nie było :D

No a dzis rozstaliśmy się z Niemcami, oni polecieli na Zanzibar, a my dojechaliśmy do Mwanzy, nad Jezioro
Wiktorii. Zatrzymalismy sie w bardzo dobrym hotelu, ale po tygodniu pod namiotem nalezy nam sie! No i w koncu to nasz miesiac miodowy ;P
Stąd za jakieś 2 dni pojedziemy na zachód, nad jezioro Tanganika, spróbujemy szczęścia w podglądaniu szympansów.

To tyle wieści ze wschodniej Afryki.

Aha, skała z Króla Lwa gdzie zwierzaki oddawały pokłon lwom naprawde istnieje w Serengeti. Inne miejsca też, nawet cmentarzysko słoni, gdzie zawsze jest pochmurno i ponuro.

Autobus Mwanza - Kigoma


Kigoma, 21.06.2008



Ilość kilometrów: 700
Oczekiwany czas przejazdu: 12-14 godzin

Atrakcje:
5:00 autobus podjeżdża, ludzie się pakują, przepychają, krzyczą, gwiżdżą i tupią

5:30 autobus rusza zapakowany - jesteśmy jak sardynki w puszce. Zajęte wszystkie miejsca
siedzące i cala przestrzeń pomiędzy siedzeniami. Później przekonamy się, ze może tam wejść jeszcze dwa razy więcej osób stojących

6:30 przeprawa promowa, odległość do przepłynięcia: 500 m, czas przeprawy: 1.5 h

11:00 policja wyrzuca z autobusu wszystkich stojących, tłumaczy (na ile rozumiemy
swahili i gesty) zasady bezpieczeństwa w autobusie, siedzący potakują, mówi, że jeśli prowadnik wpuści kogoś bez biletu to maja do niego dzwonić, ludzie zapisują numer telefonu. Policjant wysiada, autobus rusza. Po 300 m zatrzymuje się i wszyscy którzy wcześniej wysiedli, wsiadają z powrotem. Przyjechali na bagażnikach rowerowych. Przedsiębiorczy mieszkańcy pomogli... Przed kolejnym posterunkiem policji wysiadają, by przebiec za nim i znów wsiąść kilkaset metrów dalej.

15:00 do autobusu wsiada dwóch ochroniarzy z karabinami. Zaczynamy przejazd przez teren obozów dla uchodźców

17:30 awaria. Stajemy pośrodku pustkowia, zepsuł się silnik. Kierowca i prowadnik (oraz ochotnicy) rozmontowali go na części pierwsze. Ale naprawili. Po 7 godzinach...

23:30 w tak zwanym międzyczasie poruszenie Krzyki, ludzie wysiadają. Podjechał facet z wózkiem z napojami! wiedział, ze zrobi interes życia ;) Ale skąd się tam wziął, skoro to było totalne pustkowie??

1:00 po pol godziny jazdy naprawionym autobusem stajemy w jakiejś wsi. Gasimy silnik. No trudno, śpimy dalej

5:30 budzą nas krzyki, walenie w autobus, ludzie się buntują, chcą jechać dalej

7:00 wreszcie ruszamy. Awantura, ludzie wytykają jakąś dziewczynę palcami, grożą jej, wrzeszczą. Ona pozostaje niewzruszona. Jakiś chłopak łamanym angielskim tłumaczy nam, ze poszła do pobliskiego hoteliku z ochroniarzem, dlatego staliśmy tak długo

9:30 zatrzymujemy się przy przydrożnym targu. Warzywa owoce, kurczaki, jaja, trzcina cukrowa. Kobiety kupują przez okno, niektóre wysiadają. Nagle awantura. Jedna z naszych współtowarzyszek podróży wdaje się w bójkę z trzema paniami z targu. Walczą o pęczek cebuli. Biją się nie na żarty, ludzie z autobusu pękają ze śmiechu. W końcu rozdaje 3 ciosy, dostaje kijem w plecy i zadowolona wsiada do autobusu. Ludzie klepią ją po ramieniu. Ruszamy

11:30 po równo 30 godzinach podróży dojeżdżamy do Kigomy. Uffff..... :)

Jesteśmy na zachodnim krańcu Tanzanii, na Mozambik nie starczy nam czasu...
Jutro szympanse, później lecimy na Zanzibar.
Tanzania piękna jest! :D


















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz