niedziela, 7 lutego 2016

Czy Gwiezdne Wojny i Napoleon mają ze sobą coś wspólnego?

Obudziliśmy się dziś rano, a słońce uśmiechało się do nas szeroko, zachęcając do wybrania się na wycieczkę. Po leniwym, niedzielnym śniadaniu (wiadomo, naleśniki!) spakowaliśmy prowiant na piknik oraz dwa dinozaury (jeżdżą z nami wszędzie) i pomknęliśmy w kierunku południowo-wschodnim. Tam bowiem, jakieś 40 km od naszego domu, znajduje się miejsce, które już od dawna kusiło nas swoim schizofrenicznym lekko charakterem. W XIX-wiecznym pałacyku w Witaszycach koło Jarocina mieszczą się tu bowiem dwa zupełnie odmienne charakterem muzea, Muzeum Napoleońskie i Muzeum Gwiezdnych Wojen. Ze względu na dzieci i panujące ostatnio u nas lekkie szaleństwo starwarsowe oczywiście głównym celem wyprawy było to drugie, ale i Napoleon doczekał się naszej uwagi. W przeraźliwie zimnych pomieszczeniach muzealnych można zobaczyć pięknie odtworzoną scenę bitwy pod Waterloo, liczne pamiątki z epoki, a także... autentyczny (podobno), choć mikroskopijny włos Napoleona. Młodsze dziecię zupełnie nie wykazywało zrozumienia dla historii, głośno deklarując "Ja nie chcę tu być!", starsze natomiast zaskoczyło nas poważnym podejściem do sprawy - z bliska obejrzał wszystkie figurki, przyjrzał się strzelbie z wielkim bagnetem, zerkał na mundury i przeszczęśliwy był, że pan kustosz pozwolił mu zagrać na doboszowym bębnie.

Ale oczywiście było to tylko preludium do tego, co nas czekało w podziemiu. Kilka pomieszczeń wypełnionych przedmiotami związanymi z Gwiezdnymi Wojnami - stare plakaty filmowe, mnóstwo figurek różnej wielkości, pełno zestawów LEGO, w tym nawet Gwiazda Śmierci, a także dioramy to był aż za dużo radości na raz. Chłopcy z obłędem w oczach biegali pomiędzy pokojami, co rusz wołając się nawzajem: "Patrz na to!", "Widziałeś co tu jest??", a i Łukasz był pod wrażeniem. Pan kustosz, który zapewne niejedno już widział, uśmiechnął się słysząc, jak nasz trzylatek na widok Vadera nuci charakterystyczny temat muzyczny "tu tu tutu tuu.. tu tu tutu..." Gospodarz opowiedział nam, jak zdrowo ponad 30 lat temu poszedł do kina Muza w Poznaniu na Star Wars i do teraz z tego świata nie wyszedł. To widać. Tylko ktoś kto mocno wsiąknie w temat może stworzyć tak dziwne, a sprawiające taką frajdę miejsce :) Eksponatów coraz więcej, trwają więc prace nad otworzeniem kolejnej wystawy. Latem jedziemy tam znowu!













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz