niedziela, 17 stycznia 2016

Komarowy raj

Pierwsze wrażenie po dopłynięciu: Jezu, co to jest??  Bury piasek z petami, kapslami, workami foliowymi etc. Łomot muzyki - z każdego z licznych barów innej. Dzikie tłumy ludzi. Aż chciało się uciekać...
Ale nas nie tak łatwo zniechęcić! Zdjęliśmy buty, załadowaliśmy plecaki na plecy i ruszyliśmy naprzód wzdłuż brzegu lazurowego morza. Po trzydziestu minutach (ludziom bez dzieci dystans zająłby nie więcej niż dziesięć...) wybraliśmy - tu zostajemy! Piękne, choć bardzo podstawowe domki z wyjściem wprost na plażę, biały piaseczek, klimatyczna knajpka. Chłopcy od razu przebrali się w kąpielówki i pognali do morza. 

A do portu codziennie maszerowaliśmy po najpyszniejsze ze świeżych soków - arbuzowy od lat jest naszym ulubionym! 

Jaka więc jest wyspa Koh Rong? Różnorodna. Bary i hostele przy porcie idealne są dla młodych backpackersów, dla których ważniejsze są imprezy niż spokój i czysta plaża. Dalej jest spokojniej, czyściej, bardziej nastrojowo. Po drugiej stronie wyspy są liczne hoteliki, bungalowy, nawet pola namiotowe. Dla każdego znajdzie się miejsce! A gdyby ktoś nie miał innych planów na życie to niemal wszystkie z licznych barów szukają pracowników z Zachodu. I w sumie nas to nie dziwi - wyspa jest urocza na kilka dni, może kilkanaście, ale zostać tu na dłużej? Nie, dziękujemy :) Zwłaszcza, że wieczorami komary atakowały nas zawzięcie mimo repelentów...

Uciekliśmy z komarowego raju, jeszcze kilka dni wakacji przed nami, mamy zamiar dobrze je wykorzystać!







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz