niedziela, 24 stycznia 2016

Delta Mekongu - azjatycka Wenecja ;)

Miał być Wietnam plus ewentualnie Angkor Wat, a prawie trzy tygodnie spędziliśmy w Kambodży. Błyskawiczne modyfikacje są najlepsze w samodzielnym planowaniu wakacji!
Ale Wietnam tuż przed odlotem do Polski zaoferował nam coś niezwykłego - dwudniowe eksplorowanie Delty Mekongu. Liczne odnogi potężnej rzeki, wyspy i wysepki kryją wiele wspaniałych atrakcji! Pływaliśmy statkiem, łódką i kajakiem, by dotrzeć do kokosowej farmy, zająć się produkcją papieru i makaronu ryżowego, pogadać z krokodylami, skosztować longanów, rambutanów, mango, chlebowca, pomelo,smoczego owocu i wielu innych egzotycznych gatunków. Ukradliśmy pszczołom trochę miodu, zastanawialiśmy się nad spróbowaniem skorpionowej wódki i wcinaliśmy kokosowe karmelki. Spaliśmy w małym bambusowym domku tuż nad rzeką, w którym co prawda razem z nami nocowały co najmniej komary i szczury, ale za to właściciele uczyli nas jak przygotować wietnamskie sajgonki.

Kilkanaście godzin temu wróciliśmy do domu, na śniadanie były naleśniki z babcinym dżemem, ugotowaliśmy zupę ogórkową, bułeczki cynamonowe siedzą w piekarniku, a my idziemy lepić bawłana, bo cieszymy się, że zima na nas zaczekała!





























niedziela, 17 stycznia 2016

Komarowy raj

Pierwsze wrażenie po dopłynięciu: Jezu, co to jest??  Bury piasek z petami, kapslami, workami foliowymi etc. Łomot muzyki - z każdego z licznych barów innej. Dzikie tłumy ludzi. Aż chciało się uciekać...
Ale nas nie tak łatwo zniechęcić! Zdjęliśmy buty, załadowaliśmy plecaki na plecy i ruszyliśmy naprzód wzdłuż brzegu lazurowego morza. Po trzydziestu minutach (ludziom bez dzieci dystans zająłby nie więcej niż dziesięć...) wybraliśmy - tu zostajemy! Piękne, choć bardzo podstawowe domki z wyjściem wprost na plażę, biały piaseczek, klimatyczna knajpka. Chłopcy od razu przebrali się w kąpielówki i pognali do morza. 

A do portu codziennie maszerowaliśmy po najpyszniejsze ze świeżych soków - arbuzowy od lat jest naszym ulubionym! 

Jaka więc jest wyspa Koh Rong? Różnorodna. Bary i hostele przy porcie idealne są dla młodych backpackersów, dla których ważniejsze są imprezy niż spokój i czysta plaża. Dalej jest spokojniej, czyściej, bardziej nastrojowo. Po drugiej stronie wyspy są liczne hoteliki, bungalowy, nawet pola namiotowe. Dla każdego znajdzie się miejsce! A gdyby ktoś nie miał innych planów na życie to niemal wszystkie z licznych barów szukają pracowników z Zachodu. I w sumie nas to nie dziwi - wyspa jest urocza na kilka dni, może kilkanaście, ale zostać tu na dłużej? Nie, dziękujemy :) Zwłaszcza, że wieczorami komary atakowały nas zawzięcie mimo repelentów...

Uciekliśmy z komarowego raju, jeszcze kilka dni wakacji przed nami, mamy zamiar dobrze je wykorzystać!







piątek, 8 stycznia 2016

Bamboo train, nietoperze i Dzień Zwycięstwa

Weź drewnianą ramę, bambusową matę, dorzuć dwie osie i cztery kółka, doczep motorówkowy silniczek i już - bambusowy pociąg gotowy! Transport kolejowy w Kambodży kuleje, ale mieszkańcy radzą sobie świetnie, bamboo train przewozi ludzi, towary, zwierzęta... I jest ogromną atrakcją dla turystów, zwłaszcza dzieci! Podobno to ostatnie chwile takich przejażdżek. Kambodża planuje przywrócić na te tory regularne połączenia, a wtedy dla bambusowych pociągów nie będzie już miejsca.

Prosto z lorri (kolejna nazwa tego pojazdu) popędziliśmy (tuk tukiem, wiadomo!) do Phnom Sampeou, skąd obserwowaliśmy setki tysięcy nietoperzy wylatujących długą wstęgą z mrocznej jaskini. Niezapomniany (choć lekko czarny) zachód słońca!

Wczoraj Kambodża świętowała Dzień Zwycięstwa, był koncert, fajerwerki i mnóstwo pysznego jedzenia - 37 lat temu skończyły się rządy Pol Pota i jego Czerwonych Khmerów, które kosztowały ten kraj około dwa miliony ofiar...

Pozdrawiamy z Battambang!
















  video










wtorek, 5 stycznia 2016

Księga dżungli, czyli Angkor z dziećmi

Zapytajcie maluchy czy chcą zwiedzać wspaniałe świątynie. Spojrzą na Was jak na wariatów.
Zapytajcie czy chcą zobaczyć miejsce, gdzie żyli bohaterowie jednej z ich ulubionych bajek. Przez niemal 7 godzin będą maszerować w ponad 30-stopniowym upale, w dodatku pysznie się bawiąc. Pękamy dziś z dumy, że jesteśmy rodzicami takich dzielnych małych podróżników!

Tropiliśmy Sher Khana, tańczyliśmy z misiem Baloo, gadaliśmy z panterą Bagheerą, w międzyczasie zaś na kilka chwil stawaliśmy się rycerzami Jedi walczącymi z siłami imperium pośród dżungli, kamieni i ruin.

A my, dorośli, z zachwytem podziwialiśmy świątynie Angkor Wat, Ta Prohm (fanów Angeliny Jolie informujemy, że w tym miejscu kręcili Tomb Raider ;)) oraz zamieszkałą przez makaki Bayon. Tak, to jeden z cudów swiata. Jak mawiał niedźwiedź Baloo: "Bezsprzecznie!".

Gdyby na zdjęciach satelitarnych Angkor Wat spowiła wielka chmura, bądźcie spokojni - to nasz młodszy synek prawym zielonym trampkiem z lubością wzniecał kurzawę.
















































niedziela, 3 stycznia 2016

Sajgon w Sajgonie

Czytałam dużo. Nie dowierzałam. Wydawało mi się, że przesadzają, że to niemożliwe, i że w ogóle co to za problem. No to już wiem. Totalny sajgon w Sajgonie.

Typowo azjatyckie duże miasto. Śmieci, szczury rozmiaru małych kotów na placach zabaw i niezbyt przyjemne zapachy na ulicy. Ale też uśmiechnięci ludzie, niskie ceny i absolutnie obłędne jedzenie.
A w Ho Chi Minh w pakiecie dostaje się też szaleńczy ruch samochodowy. Pieszych usiłują staranować wszechobecne skutery, skutery próbują rozjechać samochody, samochody zawsze ustępują autobusom. Wszyscy trąbią jak zwariowani, od świtu do nocy. Pierwsza próba przejścia przez ulicę z dziećmi to był naprawdę spory stres. Ale szybko załapaliśmy zasady, Jo gdy zobaczy kilkunastometrową lukę między skuterami, woła: teraz! Je, po królewsku siedzący u taty na barana, porykuje jak dinozaur na trąbiące pojazdy. My po prostu lawirujemy. Oto filmik nakręcony dziś na przejściu na pieszych:

video



A ponieważ wakacje to wakacje, wybraliśmy się dziś do parku rozrywki. Dai Nam to ogromny park tuż za granicami Ho Chi Minh, wypełniony atrakcjami dla całej rodziny. Jest tu coś na kształt Disneylandu, jest labirynt jednorożca, kompleks świątyń buddyjskich ze sztucznymi jeziorami, górami i licznymi pagodami, małe zoo, tor do mini Formuły 1 i wiele innych rzeczy. Wszystkie podobno super. Nie wiemy tego niestety, ponieważ na ponad 6 godzin utkęliśmy w parku wodnym. W dwóch wielkich basenach. Ze słodką i słoną wodą. Z falami. Ze zjeżdżalniami. Z zabawkami. Z widokiem na skały i zamek strzeżony przez rycerzy. Było ekstra!










Za chwilę Kambodża, ale do Wietnamu jeszcze wrócimy!