niedziela, 6 września 2015

Weekendowy wypad - agroturystyka!

Mieszkamy na wsi, choć w sumie to przedmieścia Poznania. Mamy blisko las, łąkę, a po domu pałęta się kot. Rowerami jeździmy taplać się w rzece, a w ogrodzie wiszą hamaki. Dziadkowie mają konie. Pewnie właśnie z tych powodów agroturystyka nie była nigdy na szczycie naszej listy weekendowych wypadów. Aż tu nagle zapragnęliśmy pokazać dzieciom skąd się biorą mleko i jajka. Niby doskonale to wiedzą, ale jak to rzekł Konfucjusz: powiedz mi, a zapomnę, pokaż, a zapamiętam, pozwól mi zrobić, a zrozumiem. A ja lubię gdy dzieci rozumieją. Zapakowaliśmy zatem w piątkowe popołudnie nasze graty i po godzinie jazdy wciągnęły nas sielskie klimaty Agroturystyki Pod Brzozami. Przyjechaliśmy na główną atrakcję każdego tutejszego dnia: odprowadzanie zwierząt do zagrody. Trwa to całe wieki, bo zwierząt jest sporo, dzieci chętnych do odprowadzania też i to doprawdy zabawny widok gdy dziesiątka dzieci (najmniejsze z rodzicami) prowadzi na łańcuchu dwie kozy lub jedną krowę. Albo kucyka, na którym wieczorem można pojeździć.



Krowa po tym gdy już zostanie wprowadzona do obory, stoi cierpliwie i pozwala każdemu dziecku się wydoić. Pan gospodarz oczywiście pomaga. Świeże, ciepłe mleko z pianką - mniam!



Teraz każdy ma siłę, by pobiec szukać jajek na wybiegu przy kurniku. I tu wielkie brawa dla gospodarzy - wypatrywałam uważnie kiedy podrzucają te jajka i przeoczyłam to. Więc zaaferowane dzieci są przekonane, że kury przed momentem zniosły jaja i trzeba je zebrać, by były na kolację.



Później jeszcze trzeba nakarmić króliki własnoręcznie zerwaną trawą i już. Można iść się bawić. A jest tu co robić. Są liczne huśtawki, zjeżdżalnia, absolutnie fantastyczna, ogromna piaskownica tuż pod drzewami, liczne jeździki, auta, wiaderka, łopatki.





Wisi też hamak, a w dodatku jest tu do dyspozycji gości staw z piaszczystą plażą i licznymi zabawkami. Jeśli pogoda nie dopisze, w budynku jest spora bawialnia. Istny raj dla dzieci!
Cały obiekt przystosowany jest dla rodzin. Pokoje są przestronne, prosto, ale wygodnie urządzone. Jedyny ich minus (właściwie w ogóle jedyny minus) to brak ręczników i mydła - trzeba przywieźć swoje. Posiłki serwowane są w jadalni, w której każdy ma swoje miejsce, a jedzenie jest nieskomplikowane, ale pyszne - na śniadania i kolacje podają tutejsze mleko, jajka, twaróg, również wędliny częściowo robione są na miejscu. Do tego warzywa, dla chętnych płatki, a wieczorem naleśniki, leczo, bigos. Nie ma problemu z wegetariańskim obiadem, zgłosiłam przed przyjazdem, że taki bym chciała i choć okazało się, że moją porcję już ktoś zjadł (bo podsiadł moje miejsce! ;)) to pani kucharka na szybko zaproponowała mi jajko. Podziękowałam, kasza gryczana i pyszne buraczki w zupełności mi wystarczyły.
Gospodarze bardzo dbają o dobre samopoczucie wszystkich gości. Z każdym porozmawiają, cierpliwie wszystko wyjaśnią. Zorganizują ognisko, przewiozą dzieciaki (i rodziców też!) wozem ciągniętym przez traktor, nawet do wody wszyscy wjadą!




Goście mali i duzi szybko się w takim przyjaznym miejscu integrują. Wystarczyło, że zeszłam ma moment do kuchni i od razu zostałam poczęstowana wódką i popitką ;)
Spędziliśmy tam bardzo miły weekend, a domyślamy się, że jeśli ktoś na co dzień mieszka w dużym mieście z pewnością jest pod jeszcze większym wrażeniem!











5 komentarzy:

  1. Uwielbiam takie miejsca! Nawet nasza "wioska" się do nich nie umywa :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jakoś takie klimaty nigdy nie kręciły, chyba mimo wszystko miejskie ze mnie zwierzę :) Ale frajda dzieci w takim miejscu - bezcenna! Polecamy :)

      Usuń
  2. Moja żona za takimi klimatami nie przepada. Dzieci - zobaczymy. :) Mi wiejskie klimaty odpodiadają. Turystycznie i rekraacyjnie. Na codzień to nie jestem przekonany czy dał bym radę z tą cieżką pracą.

    OdpowiedzUsuń
  3. My z wyboru mieszkamy na wsi, ale bez gospodarki jak się to mówi.
    Jajka czy mleko możemy mieć od sąsiadki.
    Ale dziecko wie z czego co się bierze.
    A gdy trzeba nam miasta, nie trzeba specjalnej wyprawy, jedziemy a potem z uśmiechem wracamy do naszej wiejskiej ciszy ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My na wsi, ale to właściwie miasteczko, pól już bardzo niewiele zostało, na szczęście lasów sporo :) A Poznań blisko, na szczęście :)

      Usuń