wtorek, 18 sierpnia 2015

Weekendowy wypad - Berlin w 44 godziny!

Berlin mamy blisko i jeździmy chętnie - na koncerty (najbliższy 13 września), na zakupy, w odwiedziny do krewnych i znajomych królika (pozdrawiamy!), a czasem pakujemy rowery i bez głębszego planu włóczymy się po mieście.






Tym razem jedynym "must see" było Muzeum Historii Naturalnej, pierwsze państwowe muzeum na świecie. Musieliśmy je odwiedzić z prostego powodu - mamy na stanie dwóch fascynatów dinozaurów, a w tymże muzeum znajduje się największy na świecie zrekonstruowany szkielet ogromnego gada. Sala z dinozaurami jest od razu przy wejściu i mocno się nagimnastykowaliśmy, żeby chłopcy zechcieli przejść dalej. Zachęciła ich dopiero wiadomość, że znajdziemy tam stwory z Epoki Lodowcowej - i rzeczywiście, Diego, czyli tygrys szablozębny, Maniek i spółka, czyli mamuty i Stefan, glyptodon, czyli przedpotopowy pancernik również wywołały uśmiechy na twarzach naszych synów. Świetnie przygotowana jest sekcja kosmiczna - historia wszechświata od wielkiego wybuchu przedstawiona w taki sposób, że łatwo mogłam przestawić jej zarys naszemu niemal 5-latkowi. Świetne makiety planet!








Podróżując z dziećmi, zawsze staramy się zachować równowagę między naszymi i chłopców oczekiwaniami dlatego stałym punktem podróży małych i dużych są płace zabaw. Tym razem z rekomendacji koleżanki trafiliśmy do parku Hasenheide, na plac zabaw z wodą do robienia fantastycznego błotka, co przy panującej tempetarurze (33 stopnie w cieniu!) nie było bez znaczenia. Spędziliśmy tam bardzo przyjemne dwie godziny.






Co oprócz tego? Doznania kulinarne! To jest to co uwielbiam w Berlinie - kuchnie z każdego zakątka świata, wegańskie knajpki na wyciągnięcie ręki, mnóstwo miejsc, w których można zjeść pyszne śniadanie. Tym razem polecamy:

Fast Rabbit zdrowy fastfood w wegańskiej odsłonie. Pyszne frytki, wrapy z dużym wyborem dodatków, świetne ciasta (genialne czekoladowe!), przystępne ceny. Właściwie za każdym razem gdy  jesteśmy w Belinie zaglądamy tam choć na moment.



The Barn podobno serwują najlepszą kawę w mieście. Mają również orzeźwiające lemoniady, smaczne kanapki, zachwycające ciasto marchewkowe i jeden mankament - wyraźny znak przekreślonego wózka dziecięcego i informację, że dzieci mogą przebywać w kawiarni tylko i wyłącznie jeśli umieją się zachować i nie przeszkadzają innym gościom. Nasze stanęły na wysokości zadania ;) Gwoli ścisłości dodam, że również osoby, które chciałyby w The Barn popracować, są na straconej pozycji - kolejny łopatologiczny znak zakazuje używania laptopów.



Good morning Vietnam absolutnie fantastyczna wietnamska restauracja w pobliżu Alexanderplatz. Próbowaliśmy pho, satajów z sałatką z mango, sałatki z warzywami i tofu, marynowanego tofu w sezamie, chrupiącej kaczki, panna coty z mango, lemoniady z dodatkiem zielonej herbaty i innych fajnych napojów i wszystko to było doskonałe. Wpisujemy na listę "do odwiedzenia następnym razem".




Rower w Belinie sprawdza się idealnie - ścieżek rowerowych jest sporo i wyraźnie oznakowane, jesli nie ma wydzielonej ścieżki, rowerzyści poruszają się tam gdzie samochody i są na uprzywilejowanej pozycji. Wszędzie są stojaki na rowery, więc jeżdzi się sprawnie, szybko i bardzo przyjemnie!



Z Poznania do Berlina jedzie się dwie i pół godziny, zatem jak najbardziej można wyjechać w piątek wieczorem i wrócić w niedzielne popołudnie. U nas tym razem na liczniku czterdzieści cztery godziny, a kolejna wizyta już niebawem - najpierw koncert (tym razem bez dzieci), a później rodzinny wyjazd najdalej na weihnachtsmarkt, a może uda się wcześniej. Jesienią w Berlinie też jest co robić!


2 komentarze:

  1. No właśnie ...do berlina mamy tak blisko a jakoś nie możemy tam dotrzeć :( Ta kawa i ciasto czekoladowe....mniam :) Duża ilość ścieżek rowerowych to fantastyczna sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ścieżki rowerowe to jedno, ale w Berlinie nawet tam, gdzie nie ma ścieżki, rowerzysta ma pierwszeństwo ;)

      Usuń