poniedziałek, 2 lutego 2015

Malezja w pigułce, czyli co robiliśmy przez niemal trzy styczniowe tygodnie

Ponad 7 lat temu pierwszy raz odwiedziliśmy Malezję, a dokładnie malezyjską część Borneo. Gdy kilka miesięcy temu zaczęliśmy rozmyślać gdzie teraz pojechać, gdzie będzie dobrze zarówno nam, jak i dzieciom, przypomniał nam się ten przyjazny, uśmiechnięty kraj. Teraz wybraliśmy lądową część kraju plus Langkawi, dużą wyspę w pobliżu granicy z Tajlandią.

Co tym razem skradło nasze serca?

1. Przyroda! Ciepłe morze, dżungla, zwierzaki. Od zawsze natura to najważniejszy aspekt naszych wojaży, od czasu jak są dzieci - obligatoryjny.























2. Legoland! To był wspaniały dzień, właściwie trudno powiedzieć kto miał większą frajdę - my czy chłopcy. Pewnie, duński Legoland jest znacznie bliżej, ale ma jedną zasadniczą wadę - brak w nim parku wodnego. W Johor Bahru pływanie z klockami Lego było chyba największą atrakcją :)

















3. Wielokulturowość! Kilka religii współżyje tu w pokoju i spokoju, a widok idących obok siebie kobiety w nikabie i drugiej, w mini i z wielkim dekoltem udowadnia, że można - choć z pewnością trzeba chcieć.














4. Jedzenie! Potrawy z tamtego rejonu świata należą w mojej opinii do najsmaczniejszych. Zawsze staraliśmy się wybierać knajpki, w których żywią się miejscowi, często z ulicznych straganów lub licznych food tracków. Czasem trafiała się knajpka na plaży, czasem stoisko na środku ruchliwej ulicy. Jedzenie jest świeże, przygotowywane na naszych oczach, pyszne, tanie, czegóż chcieć więcej?! ;) No, czasem mogłoby lepiej wyglądać :P














Wróciliśmy do domu zaledwie dwa tygodnie temu , ale plany na kolejne eskapady już się snują...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz