niedziela, 8 lipca 2012

Z pozdrowieniami od diabła tasmańskiego!

Deszczowa i zimna o tej porze roku Tasmania okazała się dla nas wyjątkowo łaskawa. Owszem, jest zimno, choć nie aż tak, jak się spodziewaliśmy, ale słońce wita nas każdego dnia. Wyspa jest przepiękna, zielona, czysta, z mnóstwem sadów, winnic, lasów i zwierzaków. I wyjątkowo różnorodna. Byliśmy na najwyższej w okolicach Hobart górze, gdzie leżało sporo śniegu, a zamarzająca mżawka sprawiła, że prędko się stamtąd ewakuowaliśmy. Odwiedziliśmy deszczowy las, który wygląda jak tropikalna dżungla, ale zdecydowanie nie jest w nim gorąco i wilgotno. Byliśmy w innym lesie, gdzie najpierw spaceruje się „normalnie”, a później wchodzi na platformę umieszczoną na wysokości nawet 37 metrów i wędruje pośród wyższych partii lasu, oglądając korony drzew, otaczające ten teren góry i rzeka płynącą w pobliżu. Genialny pomysł! Oglądaliśmy przepiękne wodospady i ogromne drzewa. Karmiliśmy walabie i przyglądaliśmy się z bliska diabłom tasmańskim. Zwiedziliśmy winnicę, maleńką lokalną wytwórnię serów i muzeum… jabłek.

Byliśmy na odbywającym się w Hobart od kilku lat Festiwalu Głosów (http://www.festivalofvoices.com/ ) , zachwyciła nas jego… bożonarodzeniowa atmosfera. W samym środku polskiego lata trafiliśmy do miejsca, gdzie na drzewach wiszą światełka, pije się grzane wino i rozpala wielkie ogniska. Można zjeść lokalne przysmaki i posłuchać najróżniejszej muzyki. Przedziwne uczucie…

Zaliczyliśmy najsłynniejszy tutejszy jarmark – Salamanca Market, pełen warzyw, owoców, kwiatów, imbirowego piwa (mam przepis, zrobimy, zapraszamy!;)), lokalnie destylowanej whisky, biżuterii, ubrań, pamiątek, ręcznie robionych kosmetyków i innych. Miejsce ciekawe o tyle, że atrakcyjne zarówno dla turystów, jak i tubylców, robiących tu cotygodniowe zakupy.

Podpatrzyliśmy w Hobart jedno świetne miejskie rozwiązanie – most na rzece ma 5 pasów dla samochodów i w zależności od tego czy to poranne czy wieczorne godziny szczytu, płynnie reguluje się światłami, które pasy jadą w którą stronę. Sprytne! Gdyby tak w Poznaniu wprowadzić to w życie… Niby u nas na mostach jeżdżą też tramwaje, ale może można to jakoś załatwić. Panowie poznańscy radni, zastanówcie się! :)

A teraz już wyjeżdżamy, jutro wieczorem wsiądziemy w samolot, by w nieco ponad dwie godziny przenieść się do zupełnie innej strefy klimatycznej. Wrażenia już wkrótce!

[gallery link="file" orderby="title"]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz