czwartek, 26 lipca 2012

Oko w oko z humbakiem!

Przedwczorajszego poranka przyjechał po nas mały busik. Jeszcze lekko zaspani wsiedliśmy i pojechaliśmy prosto do portu, gdzie czekał już na nas katamaran Freedom III. Zostaliśmy przywitani kawą, herbatą i małym śniadaniem, po czym odpłynęliśmy w kierunku północnym, by w wodach Morza Koralowego, w pobliżu Fraser Island wypatrywać jednych z największych na świecie wielorybów – humbaków. Przypływają tu każdego roku na kilka dni, od końca lipca do początku listopada, by w tych ciepłych wodach zrobić sobie przerwę w dalszej podróży na Antarktydę. Migracja związana jest z rozmnażaniem  - młode wieloryby rodzą się na północy Australii, a trakcie przerwy w „naszej” okolicy piją dziennie 600 litrów mleka, by nabrać sił i oswoić się z obniżającą się temperaturą wody. Nasze szanse na wypatrzenie humbaków były stosunkowo niewielkie, bo to dopiero zupełny początek sezonu, choć wszystkie kompanie dawały gwarancję, że na pewno przynajmniej jednego zobaczymy. I tylko dzięki tej obietnicy trzymaliśmy się w garści, gdy na wzburzonych wodach oceanu katamaranem potwornie bujało powodując mdłości większe u mnie, mniejsze u Łukasza i… zupełnie zerowe u Jonasza! Imię jednak zobowiązuje ;)

Zupełnie przy okazji udało nam się z bliska podziwiać kilkanaście delfinów, wesoło baraszkujących wokół łodzi. No i w końcu doczekaliśmy się! Dwa humbaki postanowiły pokazać się spragnionym ich widoku i umęczonym rejsem pasażerom katamaranu i przez jakiś czas figlowały w niewielkiej odległości. Potem zaserwowano lunch i… droga powrotna rozpoczęła się od kompletnego zalania kilku osób (w tym mnie…) od ud w dół przez wodę, która dziobem wlała się na pokład podczas przeskakiwania przez falę. Echh…

Spotkanie z wielorybami to świetna przygoda, ale jeszcze nie czujemy się w pełni usatysfakcjonowani. Po pierwsze były dość daleko i pogoda niespecjalnie sprzyjała, więc nie mamy dobrych zdjęć, a po drugie choroba morska nie pozwoliła w pełni cieszyć się rejsem. Dlatego na pewno jeszcze kiedyś popłyniemy popodglądać wieloryby. Może w okolicach Islandii lub Norwegii? Chile? Nowa Zelandia???

[gallery link="file" orderby="title"]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz