środa, 13 lipca 2011

Windhoek - Etosha - Swakopmund

Gdziekolwiek sie pojawiamy, Jonasz wzbudza same pozytywne reakcje. W restauracji szukaja dla nas najlepszego stolika, przynoszac od razu krzeselko dla malucha. Na farmie gepardow tlumacza, do ktorego z tych oswojonych podejsc, by malec mogl go poglaskac. W wiosce plemienia Himba wszystkie dziewczyny chcialy go potrzymac choc przez chwile, pytajac na migi o wszystkie zwiazane z dzieckiem szczegoly. W fabryce jedwabiu pracownice specjalnie dla niego zaczely tanczyc i spiewac. I tylko foki na Cape Cross pozostaly niewzruszone, gadajac bez przerwy w swoim jezyku, wiec Jonasz sam nawiazal kontakt nasladujac ich dzwieki.



Podrozujace niemowle to super sprawa. Nie dosc, ze zalatwia nam najfajniejsze miejscowki, to chlonie wszystko calym soba. Jonasz rozwija sie pieknie kazdego dnia. Motorycznie pewnie podobnie rozwijalby sie w domu, ale jestesmy przekonani, ze emocjonalnie tu rozwija sie szybciej. Po pierwsze caly czas ma do dyspozycji oboje rodzicow, a po drugie - otaczajacy go swiat zmienia sie z godziny na godzine. Najbardziej zadziwia nas to jak doskonale to znosi. Nie marudzi, nie placze, a spotkani ludzie chwala jakie mamy pogodne dziecko :)



Teraz jestesmy w Swakopmund, jutro wyprawa w poszukiwaniu delfinow.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz