środa, 6 lipca 2011

Gobabis - Leonardville - Windhoek


Ludzie tu są bardzo goscinni. Gdziekolwiek przyjezdzamy, pytaja skad jestesmy, zapraszaja na kolacje, a nawet na nocleg. Po kilka razy pytaja czy czegos nam nie trzeba. Chetnie pokazuja swoje farmy, kazda z nich jest ogromna, na kazdej jest miejsce pod uprawy, pastwiska, spory ogrod przy domu, camping dla takich jak my gosci, na pozostalym obszarze zyja dzikie zwierzeta, glownie antylopy, ale tez strusie, szakale, springhare (to takie skrzyzowanie kangura i szczura ;) ).

Przez tydzien mieszkalismy wszyscy na farmie Surete i Gerrita, malzenstwa z RPA, mieszkajacego tu od 18 miesiecy. Maja dwie corki, 12- i 15-letnia, ktore w kazde niedzielne popoludnie wyjezdzaja, by wrocic w piatkowy wieczor. To szkola. W Namibii sa takie przestrzenie, ze czesto do najblizszej szkoly jest niemal 200 km, wiec rzadko ktore dziecko moze codziennie chodzic i wracac ze szkoly, z reguly juz 6-latki mieszkaja w internacie i rodzicow widuja tylko w  weekendy.

Na naszym canpingu zamieszkal z nami na chwile Mieeeeetek. Mlody koziol. Raz z daleka zobaczylismy, ze lezy na sciezce, a reszta stada odchodzi, wiec myslac, ze cos sie stalo, ruszylismy w jego strone. A okazalo sie, ze on po prostu zaspal i nie zdazyl pobiec za reszta. I pozniej lazil wokol naszego "obozu" i meczal "Mamaaaaaaaaa, gdzie jestes?", ewentualnie "Chlopaki, poczekajcie na mnie!" I tak calutki dzien zanim stado nie wrocilo.

Goscinny Gerrit zabral nas tez na nocne safari po farmie, widzielismy naprawde wiele zwierzat, ale najwieksze wrazenie tej nocy zrobily na nas jezozwierze. No i przejmujace zimno, jechalismy na pace starej toyoty, a temperatura wynosila jakies 5 stopni. Przemarzlismy okrutnie mimo kocy i z zazdroscia myslelismy o Lukaszu, ktory zostal z Jonaszem i mogl grzac sie prz cieplutkim ognisku.

W czasie tego tygodnia ci, ktorzy mieli jezdzic konno, jezdzili (www.afrykanowaka.pl), poznalismy serdecznych, szalenie gocinnych ludzi, odpoczelismy.

A teraz znow jestesmy w Windhoek, Lukasz wlasnie w lokalnym radiu udziela wywiadu, opowiadajac o Kazimierzu Nowaku. Popoludniu wyjezdzamy na polnoc, w strone Waterbergu i Etoshy, zatem zwierzaki - nadciagamy! :)

1 komentarz:

  1. Ha! Słuchaliśmy słuchaliśmy Łukasza! Channel 7 (albo Kanaal 7 jak kto woli) prosto z Namibii - niesamowite, jaki ten świat jest mały! Tak, jakby Luki siedział tuż obok. Bardzo to było sympatyczne. Jakby co, to mamy nagrane ku pamięci... Trzymajcie się tam!

    OdpowiedzUsuń