czwartek, 14 lipca 2011

A co on tam bedzie jadl???


Wiele osob zaraz po stwierdzeniu, ze jestesmy szaleni zabierajac niemowle do Afryki pytalo: a co on tam bedzie jadl? Abstrahujac juz od tego, ze tu tez sa dzieci i firmy chcace na nich zarobic, zdrowe 8-miesieczne dziecko, nie chowane na papkach i idiotycznych schematach zywieniowych moze jesc juz wlasciwie wszystko, jesli jest to zdrowie i swieze. I oczywiscie smaczne :)



Jonasz zatem ze smakiem pozera awokado z tunczykiem, slini sie na sam widok bananow i pomaranczy, pokrzykuje ponaglajaco gdy podaja pieczona rybe lub krewetki, usmiecha sie gdy w zasiegu lapki pojawiaja sie suszone morele. Probowal tez biltongu i jadlby go hurtem, ale na suszone mieso w wiekszej ilosci musi jednak poczekac.



Uwielbia popularna tu odmiane dyni o nazwie butternut I slodkie ziemniaki, zwlaszcza w lokalnej potrawie o nazwie poky, ktora z pewnoscia przeniesiemy na polska ziemie! Z tutejszych specjalow wcina tez nsime, czyli paciaje z kukurydzy, najchetniej w drugiej rece trzymajac zielona fasolke. Smakuje mu rooibos.
Z glodu wiec na pewno nie umrze :)












Dzis ogladalismy delfiny. I foki kolejny raz. I pelikany. Pieknie jest :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz