niedziela, 29 listopada 2009

Isla Mujeres



Isla Mujeres miala byc spokojna, niemal bezludna alternatywa dla Cancun. Przyplynelismy promem poznym popoludniem i... zaskoczyl nas tlum ludzi w okolicach przystani. Ale powiedzialo sie a, trzeba bylo powiedziec b. Znalezienie hotelu okazalo sie zadaniem nielatwym - wszystkie byly nieciekawie polozone, a te z dobra lokalizacja mialy ceny z kosmosu. Pomocna dlon podal nam Uczynny Dziadunio, autochton wygladajacy na lekkiego oszoloma, trzymajacy w garsci kilka ulotek. Zapytal ile mozemy zaplacic i zaprowadzil nas najpierw do jednego hotelu (nie spodobal nam sie), a pozniej do nastepnego, polozonego duzo dalej. wiec po drodze zdazyl opowiedziec nam historie swojego zycia. Hotel okazal sie bardzo ladny, polozony na plazy, wiec Uczynny Dziadunio zasluzyl na napiwek. Jakze sie ucieszyl! Opowiedzial nam jeszcze kilka anegdotek i kazal koniecznie odwiedzic delfinarium. Zatem jednego dnia wypozyczylismy rowery i wybylismy ogladac delfiny. Na Isla Mujeres znajduje sie najwieksze na swiecie delfinarium zlokoalizowane w naturalnym dla delfinow srodowisku. Weszlismy, zobaczylismy co jest grane i przepadlismy :)

Najpierw pokazano nam film instruktazowy jak porozumiewac sie z delfinami, jakie sa zasady bezpieczenstwa, gdzie mozna, a gdzie nie wolno dotykac delfinow. Pozniej weszlismy do morza i zabawa sie rozpoczela. Poznalismy dwa delfiny - Da Vinci i Chal, ktore przez godzine towarzyszyly nam w igraszkach. Najpierw grzecznie sie przywitalismy - polozylismy dlonie plasko na wodzie, a delfiny przeplynely pod nimi, dajac sie poglaskac. Nastepnie polozylismy dlon na dloni, by otrzymac delfinowe buziaki - zwierzaki "cmoknely" nas w kazdy policzek i usta, piekne uczucie :) Teraz nadszedl czas na uscisk dloni, na umowiony sygnal delfin podplywal, ustawial sie pionowo i wystawial pletwy do uscisniecia. A po chwili ustawilismy sie w wodzie do przejazdzki (wlasciwie "przeplywki" ;)) Delfiny podplynely, lapalismy za ich pletwy grzbietowe i zostalismy pociagnieci kilkanascie metrow, wesolo przeskakujac przez fale. Najbardziej emocjonujacym zadaniem okazalo sie ulozenie na wodzie w pozycji Supermena z palcami stop skierowanymi maksymalnie w dol. Delfiny podplywaly od tylu i na nosach wyniosly nas wysoko, wysoko ponad powierzchnie wody. Zdziwila nas sila tych zwierzat, przeciez wygladaja na tak delikatne. Olbrzymie przezycie! Pozniej zostala nam jeszcze chwila na tanczenie z delfinami, skoki delfinow, przytulanie sie do delfinow i... czas mija zdecydowanie zbyt szybko!

Jestesmy pod ogromnym wrazeniem, delfiny nas zaczarowaly. Sa piekielnie inteligentne, szalenie wesole i bardzo sklonne do zabawy. Wszystkie ich zachowania w tymze delfinarium wzorowane sa na ich naturalnych odruchach, zwierzeta nie sa sztucznie tresowane do zabawy z ludzmi. Te ich przymruzone oczy, usmiechniete pyszczki, mieciutka skora... Przezylismy naprawde wspanialy dzien, jeden z takich, ktore trafiaja sie raz w zyciu.

A wracajac zahaczylismy o farme zolwiowa - miejsce gdzie ratuje sie male zolwiki. Zolwice zostawiaja jaja na plazach Isla Mujeres i odplywaja, zostawiajac jaja na pastwe drapieznikow. Wolontariusze wykopuja te jaja i zakopuja je na farmie w bezpiecznym miejscu, a dolek opisany jest dokladnie - data zlozenia jaj i lokalizacja. Gdy zolwiki sie wykluja, na kilka dni umieszczane sa w basenie w celu aklimatyzacji, a pozniej transportowane w dokladnie to samo miejsce, gdzie ich matka zlozyla jaja. Kilku zapalencow zainicjowalo fantastyczna dzialalnosc, ktora pomaga chronic populacje zolwi na swiecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz