czwartek, 26 listopada 2009

Belize


Belize jest bardzo karaibskie. Pobrzmiewa reagee, duzo tu dredow i panuje ogolny luz. Ludzie sa przemili, zawsze widza turyste-czlowieka, a nie turyste-worek pieniedzy, bardzo to inne od naszych gwatemalskich doswiadczen. Tu mijany na ulicy czy plazy miejscowy zyczy ci milego wieczoru, a sprzedajacy swoje wyroby rastafarianin usmiecha sie do ciebie szeroko nawet jesli nie masz zamiaru nic od niego kupic. Jedzenie jest tu bardzo pikantne, smaczne, a rum leje sie strumieniami. Tropikalne ulewy sa krotkie i bardzo intensywne, slonca jest mnostwo, ale palmy daja cien, okres wegetacyjny trwa okragly rok - w sumie nic dziwnego, ze tutejsi ludzie sa tak zyczliwi :)

Wybralismy sie na calodniowa wyprawe lodkowa na na Bacalaar Chico Island. Nurkowanie jest tu piekielnie drogie, wiec tylko z maska i pletwami poplywalismy, ale i tak widzielismy mnostwo kolorowych rybek, manty, w tym jedna naprawde wielka, puffer fish (w domu sprawdzimy co to), tez spory stwor, ciekawie nam sie przygladajacy. Rafa koralowa naprawde piekna w tym miejscu. W kazdym innym pewnie tez... A na koniec niespodzianka - udalo nam sie wypatrzec stadko delfinow, wesolo przeskakujacych przez fale, a pozniej tuz przy naszej lodzi pojawil sie manat, krowa morska, przedziwne stworzenie, a zyje podobno nawet 80 lat...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz